Podjeżdżają po dom i obiecują szybką naprawę po kosztach. Po wykonanej usłudze żądają zapłaty wielokrotnie przewyższającej umówione wynagrodzenie. Nie płacisz, licz się z przykrymi konsekwencjami. Rzekomi budowlańcy z Węgier jeżdżą po całej Polsce. Polskie prawo mają w jednym palcu – wiedzą, że są bezkarni.
"Oszustwo na rynny" może w pierwszej chwili wywołać uśmiech, ale proceder jest bardzo rozpowszechniony w całym kraju. Media regionalne cztery lata temu pisały o oszustwach, których scenariusz działania jest właściwie zawsze taki sam: samochód zatrzymuje się pod domem jednorodzinnym, w którym mieszka samotna starsza osoba. Robotnicy (śniadzi, ciemne włosy, obcy akcent) opowiadają, jak to jadąc ulicą, przejęli się stanem dachu/rynny/pochylającego się niebezpiecznie do płotu, a tak się składa, że akurat po ostatniej robocie zostały im niezbędne materiały, więc chętnie zrobią dobry uczynek i niemal po kosztach dokonają naprawy.
Do pracy przystępują natychmiast, nie dając właścicielowi posesji chwili na zastanowienie się czy skonsultowanie decyzji z rodziną. Oczywiście, żadnych pisemnych umów, żadnego wylegitymowania się. Trudno wymagać od starszych, skołowanych sytuacją ludzi, by powstrzymali młodych sprawnych mężczyzn, którzy od samego początku są już w blokach startowych, by wskoczyć na dach i pozorować wykonywanie pracy.
Mapa oszustw obejmuje całą Polskę. Kwiecień 2017 – Łódź, lipiec 2014 – Grudziądz, lipiec 2016 – Wrocław, sierpień 2015 r. – Bochnia. Przestępstwa "na rynnę" nasilają się w sezonie remontowym, ale być może w miesiącach jesiennych i zimowych oszuści przerzucają się na inny proceder. "Węgierska" ekipa pojawia się również na terenie Warszawy. Nie wiemy, czy za oszustwa we wszystkich miastach odpowiadają ci sami ludzie i czy prowadzą jakiś rekonesans, zanim wybiorą ofiarę. Podjeżdżają po dom i obiecują szybką naprawę po kosztach. Po wykonanej usłudze żądają zapłaty wielokrotnie przewyższającej umówione wynagrodzenie. Nie płacisz, licz się z przykrymi konsekwencjami. Rzekomi budowlańcy z Węgier jeżdżą po całej Polsce. Polskie prawo mają w jednym palcu – wiedzą, że są bezkarni.
Oszuści działają bardzo sprytnie: obiecują, że zrobią remont za grosze, a później wielokrotnie windują cenę. (East News)
- Kiedy tata do mnie zadzwonił, był roztrzęsiony. Powiedział o ekipie remontowej, która przyjechała godzinę wcześniej, zrobiła jakieś błyskawiczne naprawy i teraz żąda prawie 3 tysięcy złotych. Obiecałem, że zaraz przyjadę – relacjonuje nasz Czytelnik, pan Tomasz Gdy dotarł na miejsce, "fachowców" już nie było. Uciekli, gdy starszy pan zagroził, że wezwie policję. Wszystko zaczęło się niewinnie. W niedzielne popołudnie pod jednorodzinny dom w podwarszawskiej miejscowości podjechał samochód dostawczy na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Wysiadło trzech panów, którzy najpierw przez dłuższą chwilę patrzyli na dom i wymieniali między sobą jakieś krytyczne uwagi, a później zawołali krzątającego się po podwórku mężczyznę. Powiedzieli, że prowadzą usługi remontowe. - Wyjaśnili, że wracają ze zlecenia i przejeżdżając obok domu, zwrócili uwagę na źle ułożone rynny. Postraszyli ojca, że nie wytrzymają kolejnej ulewy, ale tak się składa, że akurat mają w aucie pasujące rynny, których chętnie się po kosztach pozbędą – opowiada pan Tomasz. Wyjaśnili, że do Polski przyjeżdżają co jakiś czas, a po wykonanych zleceniach wracają na Węgry. Pan Marian podejrzewa, że mogli być Romami. Wyegzekwują koledzy z Pruszkowa i Wołomina Swoją usługę wycenili na 250 zł (materiały plus robocizna). Pan Marian zadał kilka pytań, bo pośpiech wydał mu się podejrzany, ale zanim się obejrzał, mężczyźni stawiali już drabinę i wchodzili na dach. Pracę wykonali rzeczywiście błyskawicznie. Najgorsze zaczęło się jednak, gdy zeszli na ziemię i zażądali 2 500 zł w gotówce. Płatne natychmiast.- Tata zamarł. Wyjaśniał, że to nieporozumienie. Panowie, którzy na początku sprawiali wrażenie miłych facetów, nagle zrobili się agresywni. Nie rozmawiali z ojcem, tylko powtarzali, że jeśli nie zapłaci teraz, to następnego dnia wrócą „z kolegami” i trzeba będzie zapłacić 5 900 zł – relacjonuje Czytelnik. Zobacz też: Ulepszona wersja oszustwa "na wnuczka"
Jeden z mężczyzn, pewnie dla wzmocnienia efektu, wyjął telefon i informował, że "teraz dzwoni do Pruszkowa", "teraz dzwoni do Wołomina". Zmienili ton, gdy pan Marian zagroził, że dzwoni na policję. Po nieprzyjemnej wymianie zdań wzięli umówione 250 zł i odjechali. Zaraz po tym emeryt zadzwonił do syna, który chciał zgłosić sprawę organom ścigania. Skontaktował się z najbliższym komisariatem, ale nic nie wskórał, gdyż jak się dowiedział, działania rzekomej ekipy remontowej nie mieszczą się w kategorii przestępstw regulowanych przez Kodeks karny.
Czytaj też: Nietypowe oszustwo z fakturą za zastępczy pojazd
- Cena usługi i sposób jej wykonania to kwestie regulowane przez Kodeks cywilny i Policja nie ma tu żadnych kompetencji. Co innego, gdy w grę wchodzą groźby karalne. To już przestępstwo – wyjaśnia rzecznik prasowy łódzkiej Policji Joanna Kącka. Dodaje, że przez "groźbę karalną" rozumiemy straszenie użyciem siły, a nie groźbę przekazania sprawy do rozpatrzenia przez sąd. Groźby to przestępstwo ścigane na wniosek pokrzywdzonego, więc w statystykach policji może w ogóle nie być śladu po "oszustwach na rynnę". Inspektor Kącka w ogóle nie kojarzy, by w województwie łódzkim miały miejsce takie procedery. Zdarzały się, bo informowały o nich lokalne media, ale nie zostały zgłoszone. Policja miała więc związane ręce. Oszuści kładą rynny w całej Polsce
"Oszustwo na rynny" może w pierwszej chwili wywołać uśmiech, ale proceder jest bardzo rozpowszechniony w całym kraju. Media regionalne cztery lata temu pisały ooszustwach, których scenariusz działania jest właściwie zawsze taki sam: samochód zatrzymuje się pod domem jednorodzinnym, w którym mieszka samotna starsza osoba. Robotnicy (śniadzi, ciemne włosy, obcy akcent) opowiadają, jak to jadąc ulicą, przejęli się stanem dachu/rynny/pochylającego się niebezpiecznie do płotu, a tak się składa, że akurat po ostatniej robocie zostały im niezbędne materiały, więc chętnie zrobią dobry uczynek i niemal po kosztach dokonają naprawy.
Do pracy przystępują natychmiast, nie dając właścicielowi posesji chwili na zastanowienie się czy skonsultowanie decyzji z rodziną. Oczywiście, żadnych pisemnych umów, żadnego wylegitymowania się. Trudno wymagać od starszych, skołowanych sytuacją ludzi, by powstrzymali młodych sprawnych mężczyzn, którzy od samego początku są już w blokach startowych, by wskoczyć na dach i pozorować wykonywanie pracy.
Mapa oszustw obejmuje całą Polskę. Kwiecień 2017 – Łódź, lipiec 2014 – Grudziądz, lipiec 2016 – Wrocław, sierpień 2015 r. – Bochnia. Przestępstwa "na rynnę" nasilają się w sezonie remontowym, ale być może w miesiącach jesiennych i zimowych oszuści przerzucają się na inny proceder. "Węgierska" ekipa pojawia się również na terenie Warszawy. Nie wiemy, czy za oszustwa we wszystkich miastach odpowiadają ci sami ludzie i czy prowadzą jakiś rekonesans, zanim wybiorą ofiarę.

